a frustrated tired man hides her head in her pillow

Drzemka w ciągu dnia jest najlepszym sposobem na szybkie i skuteczne zregenerowanie sił. Pomimo pojawiających się tu i ówdzie teorii próbujących obalić to twierdzenie, korzyści płynące z krótkiego snu, wplecionego w rytm naszego dnia, wydają się nieocenione. Drzemka sprawia, że nabieramy energii, poprawia nam się samopoczucie, regeneruje układ immunologiczny, przez co stajemy się odporniejsi na stres, zaś w pracy bardziej kreatywni i pełni energii. Optymalna długość drzemki to nie więcej niż 30 minut. Po upływie takiego czasu nasz organizm przestawia się bowiem z fazy REM, podczas której występują marzenia senne, na fazę głębokiego snu, z którego już trudniej będzie się nam wybudzić. W konsekwencji może się zdarzyć, że będziemy jeszcze bardziej zmęczeni, niż przed drzemką i na dojście do siebie będziemy potrzebowali co najmniej kilkunastu minut.
Z dobroczynnej mocy drzemek korzystało wiele wielkich umysłów naszej cywilizacji, na przykład: Albert Einstein, Leonardo da Vinci, Salvador Dali, czy Napoleon Bonaparte. Do spania w ciągu dnia przyznawał się też Winston Churchill, który zapewniał, że drzemka pozwala mu znacznie szybciej i skuteczniej wypełniać ważne obowiązki w państwie.
Chińscy naukowcy próbowali udowodnić zaskakującą teorię, jakoby drzemki miały sprzyjać powstawaniu cukrzycy typu II, jak również podwyższeniu ciśnienia krwi. Może się tak jednak dziać jedynie przypadku, gdy mamy w zwyczaju ucinać sobie długą sjestę po zjedzeniu obfitego posiłku i w takiej sytuacji istotnie można się liczyć z negatywnymi konsekwencjami dla zdrowia.
Zatem czy drzemka pomaga, czy szkodzi? Snu w ciągu dnia, zwłaszcza tego dłuższego, powinny unikać osoby cierpiące na bezsenność, gdyż dodatkowy odpoczynek może jeszcze bardziej utrudnić ich zasypianie w nocy. Pozostałym drzemka może przynieść jedynie same korzyści. W ciągu doby potrzeba snu występuje dwukrotnie: wieczorem i pomiędzy godziną 12 a 14 i to właśnie wtedy najlepiej jest wygospodarować sobie nieco czasu na wypoczynek.